5 listopada we Lwowie

ZAJĘCIE LOTNISKA WE LWOWIE

(LEWANDÓWKA)

                Jednem z pierwszych zadań, jakie stawiała sobie P. O. W. na terenie b. Galicji, było zajęcie Lwowa, a w związku z tem i lotniska.

              Por. de Beaurain, skierowany po kryzysie legjonowym do Lwowa, miał w dalszym ciągu porozumiewać się z lotnikami Polakami armii austriackiej, pracując u boku lwowskiego komendanta P. O. W. kpt. Stachiewicza. Nawiązane uprzednio stosunki zacieśniały się coraz bardziej. Wkrótce (początek października 1918 r.) do organizacji należeli porucznicy: Bastyr, Stec, Toruń, Roland, Tieger, Tebinka, Mokrzycki i Tomicki, którzy pracowali dla P. O. W. w jednostkach frontowych. Por. Tebinka w Kijowie, a por. Mokrzycki w Krasnem ułatwiali ponadto przesyłanie korespondencji P. O. W. z Ukrainy do Lwowa.

                W połowie października odbyło się we Lwowie pierwsze tajne zebranie, na którem postanowiono wyzyskać najbliższy sprzyjający moment i zająć lotnisko. Wśród zebranych brakło tylko por. Tomickiego, który w czasie zginął na włoskim froncie. Wobec groźnej sytuacji polityczno-wojskowej zdecydowano się nie wracać na front, lecz zostać we Lwowie.

                Korzystając z możności wstępu na lotnisko, porucznicy Bastyr, Mokrzycki i Roland zdjęli jego plan oraz zapoznali się szczegółowo z rozmieszczeniem służby wartowniczej. Z końcem października projekt zajęcia lotniska był przygotowany i omówiony dokładnie z kpt. Kudelskim ze sztabu P. O. W. we Lwowie. Oczekiwano jedynie na rozkaz komendy.

                W tym czasie na lotnisku lwowskiem „Lewandówce” obok dworca kolejowego rozlokowany był austriacki etapowy park lotniczy Nr. 4, jako drobny warsztat reparacyjny oraz stacja wojskowej linji lotniczej: Kijów – Lwów – Kraków – Wiedeń.

                30 października nastąpiło wyraźne załamanie wojskowo-politycznej sytuacji Austrji. P. O. W. uznała ten moment za odpowiedni do zbrojnego wystąpienia i nakazała pogotowie już zorganizowanynych kadr. Akcją lotniczą kierowali por. de Beaurain i por. Bastyr, którzy oczekiwali rozkazów w Domu Akademickim.

                W działaniach wojska nastąpiło jednak pewne opóźnienie, które wyzyskali Rusini, obsadzając przy pomocy Austrjaków całe miasto. Nie pozwoliło to polakom na planowaną akcję, zmuszając ich do samorzutnie rozwijającej się partyzantki. 1-go listopada zrodziła się konieczność sprowadzenia pomocy zewnątrz. Starał o nią por. de Laveaux z P. O. W., prosząc por. Bastyra o niezwłoczny przelot do Krakowa.

Szybkie i zdecydowane działanie Ukraińców uniemożliwiło porozumienie się poszczególnych oficerów lotników. Porucznicy Bastyr i de Beaurain postanowili działać na własną rękę. Pierwszy udał się na lotnisko, gdzie, pod pozorem chęci ucieczki ze Lwowa, poprosił o samolot, który mu przyrzeczono na dzień następny (2 listopada), a por. de Beaurain został w mieście i starał się, zresztą bezskutecznie, o kilka karabinów, któremi chciał uzbroić mały oddziałek. 2 listopada nad ranem trójka lotników (Bastyr, de Beaurain, Toruń) przedostała się przez linję Ukraińców na lotnisko i zażądała oddania go wraz ze sprzętem polskim władzom.

                W dniu tym lotnisko w Lewandówce przeżywało ciężkie chwile. Dowódca jego, kapitan-wiedeńczyk, pozbawiony mocy dowodzenia, zagrożony niekarnością własnych żołnierzy, żywił sympatię dla Rusinów. Obawiając się, że Lewandówka przejdzie w ręce Polaków, wysłał swych oficerów samochodami ciężarowemi do Lwowa, aby szybko przywieźli Rusinów w celu ochrony lotniska.

                Gdy Polacy przybyli do komendanta parku, ten, oczekując na spodziewaną pomoc, odmówił dobrowolnego poddania się, nadmieniając, że ulegnie jedynie sile. Sytuacja stawała się nad wyraz tragiczna, gdyż o „sile” nie można było marzyć.

                Nie mogąc opanować całego lotniska, Polacy wyzyskali ogólny zamęt, zajęli samorzutnie kilka hangarów i przystąpili do gorączkowej pracy nad uruchomieniem paru samolotów. W tym czasie uzbrojone podmiejskie szumowiny uderzyły olbrzymią masą na lotnisko, składy i kasyno oficerskie w celu grabieży.

                Lotnicy nie dopuścili ich do hangarów i usunęli z magazynów. W tej groźnej sytuacji zjawił się nieoczekiwanie patrol akademika Otowskiego, złożony z kilku ludzi, którzy, zapędziwszy się na Lewandówkę, ogniem karabinowym dopomogli do rozpędzenia grasującej bandy. Mając wkrótce rannych, patrol wycofał się na dworzec.

                Następnym zdarzeniem był przyjazd na lotnisko samochodów z oddziałami ruskiemi, prowadzonemi przez niemieckich oficeró1) parku. Powitała ich znienacka salwa kilkunastu chłopców z Lewandówki, których lotnicy nakłonili do pomocy w obronie lotniska. Zaskoczeni Rusini, straciwszy zabitych (1 oficera i kilku żołnierzy), pośpiesznie wycofali się się do Lwowa. Austrjacki komendant lotniska, zupełnie już zdezorientowany, zdecydował się na oddanie władzy w ręce Polaków, prosząc jedynie o poświadczenie „dla władz”, że uległ przemocy; prośbie jego jak najszybciej zadośćuczyniono.

                Z tą chwilą udano się ponownie do przerwanej pracy w hangarach. Kontynuowali ją por. Bastyr i Toruń, a por. de Beaurain przedarł się przez linje ruskie z raportem do Naczelnej Komendy i z prośbą o pomoc, którą mu obiecano dopiero po zajęciu dworca kolejowego, będącego jeszcze w rękach Rusinów.

                3 listopad, dzień zaciekłych walk o dworzec, zastał lotników przy naprawie samolotów. Pomoc nie tylko nie nadeszła, lecz wobec groźnej sytuacji wewnątrz miasta, lotnicy wsparli obrońców, przekazując im przez akademika Otowskiego kilka lotniczych karabinów maszynowych, znalezionych w składach na lotnisku. Z brzaskiem 4 listopada, gdy dworzec był już w rękach Polakó2), dla lotniska zarysowało się nowe niebezpieczeństwo ze strony Rusinów, zbierających się za przyległą Lewandówką. Przy pomocy wójta tej wsi lotnicy stworzyli straż obywatelską, czem przynajmniej zabezpieczyli lotnisko od tej strony.

                W nocy z 4 na 5 listopada przeżywają oni ciężkie chwile. Posiadając, jako uzbrojenie, jedyny karabin „Werndl’a” (i to w dodatku, jak się okazało, ze złamaną iglicą) por Bastyr i de Beaurain pilnują hangarów, a por. Toruń przedziera się pod wieczór z meldunkiem do Naczelnej Komendy, chcąc jednocześnie zdobyć żywność, której „załoga” od dwóch dni nie miała. Tejże nocy Rusini gęsto ostrzeliwują hangary od strony wsi Rzęśni, lecz nie decydują się na akcję zaczepną.

                Dopiero ranek 5 listopada powitał załogę względnym spokojem. Przybyły ze Lwowa por. Toruń przywiózł wiadomości, rozkazy i prowiant. Wkrótce został uruchomiony jeden samolot, którego austriackie odznaki por. Toruń przemalował na czerwono-białe paski na końcówkach skrzydeł. Zbiegło się to z otrzymaniem przez por. de Beaurain’a rozkazu natychmiastowego zbombardowania stacji Persenkówka.

                Dzień 5 listopada stał się historycznym dla bojowych działań polskiego lotnictwa. W tym dniu pierwsza załoga: por.-pilot Stefan Bastyr i por.-obserwator Janusz de Beaurain, dokonałą z polskiego lotniska pierwszego lotu bojowego na samolocie z czerwono-białym pasem! W dniu tym ziściły się przeto długoletnie nadzieje na stworzenie własnego lotnictwa!

 zdj

Tak wydarzenia sprzed 99 lat opisane są w wydanej w 1933 roku „KU CZCI POLEGŁYCH LOTNIKÓW KSIĘGA PAMIĄTKOWA” pracy zbiorowej pod naczelną redakcją mjr. dypl. pil. Mariana ROMEYKI.

W tym tak ważnym dla polskiego lotnictwa dniu miało miejsce spotkanie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. W miejscu planowanej budowy pomnika „CHWAŁA LOTNIKOM POLSKIM” w pierwszą rocznicę wmurowania Kamienia Węgielnego i Aktu Erekcyjnego pod Pomnik generał HARMOZA przekazał informację na temat stanu zaawansowania prac na pomnikiem. Przypominamy, że gromadzone są dobrowolne składki ludzi lotnictwa, sympatyków i entuzjastów lotnictwa. Więcej o uroczystościach sprzed roku możecie Państwo przeczytać TU.

img 3926

img 3928